piątek, 27 czerwca 2014

No i co z tymi zębami?!


Idą, idą i chyba się zgubiły, bo dojść nie mogą. Od długiego czasu mamy co tydzień 2-3 dni marudzenia. Ostatnie jednak dni przyniosły wyjątkową falę śliny, marudzenia i bólu głowy Matki. Młoda gryzie wszystko - gryzaki, gazety, pudełka, leżaczek (?!), misie, ukradziony pilot, garderobę swoją i cudzą. No i oczywiście palce - to jest chyba najlepszą opcją.

I co? I nic. Nawet zaczerwienienia na dziąśle nie ma. Rozpulchnienia też brak. Znając nasze szczęście to jeszcze ze 3 miesiące będziemy męczyć się z pierwszym zębem. A potem jeszcze z rok z kolejnymi.

Jak to przeżyć i nie zwariować? Jak to zrobić, żebyśmy obie czuły się lepiej podczas tego jakże cudownego czasu?

wtorek, 24 czerwca 2014

Domowe jedzenie jest "fe"!

Tak, zdecydowanie jest niesmaczne. Przynajmniej wg mojej półrocznej córki. Wcześniej smakowało i dziecko zjadało wszystko. Matka nagotowała różnych kombinacji, namroziła  i chce podawać dziecku, ale dziecko odmawia. Na niemrożone też. Jak tylko matka otwiera słoiczek, nawet taki marchewka-ziemniak (który jej smakuje, ale uczula), od razu buzia się otwiera. Dziecko zaczyna się uśmiechać i pięknie je. Jak matka zmiesza ze swoją produkcją, to wchodzi trochę gorzej, ale jednak. Może to kwestia właśnie ziemniaków? W matkowym jedzeniu ich nie ma, a w słoiczkach praktycznie zawsze. Ręce opadają. 

Dawać jej na siłę moje, mieszać, dodać uczulające ziemniaki, czy kupować słoiczki? 

Z nowości - skaza białkowa zaczyna ustępować. Odkąd przeszłyśmy na mleko następne moje dziecko zaczęło znowu wymiotować, dałam zwykłe, bo próbki przyszły i totalna poprawa. Odebrałam wczoraj wyniki i okazuje się, że białko mleka krowiego już jej praktycznie nie uczula. Dzięki temu nasze życie zrobi się prostsze. Nie trzeba jeździć po recepty, czytać etykiet w poszukiwaniu nabiału, można będzie niedługo dać serek i jogurt.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Czy to moje dziecko? / 25/52

No właśnie, czy ono jest moje? Ta duża dziewczynka, która jeździ w spacerówce, je chrupki kukurydziane, umie przekręcać się w obie strony i pełzać zaczyna, bawi się świetnie gdy mama podskakuje, śmieje się głośno, gdy wraca tata... Czy ona jest moja? 

Przestaje być już tym małym robaczkiem, który beze mnie nie zrobi nic. Nawet jej twarz wygląda tak jakoś doroślej. I "maaaa" powiedziała ostatnio. 

Patrzyłam na nią wieczorem i uświadomiłam sobie, że za chwilkę będzie chodzić, a potem pójdzie do szkoły, sukienkę na studniówkę będziemy wybierać, do domu przyprowadzi faceta... Jeszcze trochę czasu minie, ale biegnie on tak szybko, tak bardzo pędzi... Mój bobas staje się małą dziewczynką. Piękną i cudowną, małą dziewczynką.


P.S. Matka tymczasem zażywa sportu, bo waga stoi. Mimo tego, że mam 6kg mniej niż przed ciążą, to jednak wciąż jestem pączuszkiem :) Co drugi dzień wsiadam na rower, w tydzień zrobiłam 50km. Może niewiele, ale od czegoś trzeba zacząć!

środa, 18 czerwca 2014

Weselnie i 24/52

Zabawa była świetna i cieszę się, że Zosia została w domu. 450km w jedną stronę, to za dużo dla mnie, więc ona umęczyłaby się strasznie. Nie wiem jak, ale udało mi się ją zostawić i nie zwariować. Po 4 telefonie moja mama zagroziła, że więcej nie odbierze, albo wyłączy aparat. Ostatni raz zadzwoniłam więc o 20, a potem dopiero rano. 

Mała nie zauważyła nawet, że nas nie było. Bawiła się z dziadkami świetnie, nie płakała i pięknie jadła. Tata stwierdził, że nigdy takiego grzecznego dziecka nie widział. Może niewiele widział? :P Chyba nawet trochę było mi smutno, że nie tęskniła, ale tłumaczę sobie to tak, że jeszcze jest za mała. Oczywiście jak nas zobaczyła, to odkleić się nie chciała. 

Za 1,5 tygodnia kolejne wesele, teraz już "tylko" lekko ponad 200km drogi :) Tym razem przyjedzie sama babcia, bo jak to powiedziała - chce odpocząć i mieć wnuczkę tylko dla siebie. 

A My? Wypoczęliśmy, wytańczyliśmy się i mieliśmy 34h tylko dla siebie. Dziwne uczucie być tak tylko we dwoje...

Zoch czyta gazetę. Lektura potrafi ją zająć na 30-40 min. Inteligent mi rośnie, czy co? :)


czwartek, 12 czerwca 2014

Weekend bez dziecka - pierwszy od pół roku

No to Zosia skończyła pół roku. Wczoraj. Tak, to już. Pół roku to brzmi dumnie! Za mną połowa macierzyńskiego...

No i przed nami weselny weekend 400km od domu, w związku z czym postanowiliśmy Zosię zostawić w domu. Nie chcę męczyć jej podróżą ani biegać co 5 min do pokoju i zastanawiać się czy śpi, a poza tym przyda nam się wolny weekend. 

Mała zostanie w fachowych rękach dziadków i cioci, w naszym domu. Będzie miała dobrą opiekę, prawda? Tydzień temu zaczęłam się tym martwić, bo kto jak nie ja zrobi wszystko najlepiej?! A jak zje za mało, będzie jej za gorąco, kataru dostanie... Nie wiem czemu się martwię, skoro wiem, że jest w dobrych rękach i nie będzie nam tylko 1,5 dnia. Mamy chyba tak mają, prawda?

A jeśli mowa o mojej wspaniałej córce:
  • waga: ok. 8 kg;
  • pieluszki rozmiar 4;
  • ubranka w rozmiarze 74.
 
Wciąż się śmieje, uwielbia dzieci, a nowym odkryciem są jadące auta, które śledzi z zapałem i wydaje dźwięki. Jest wspaniała, co tu dużo pisać!

Trzymajcie kciuki za powodzenie misji weekendowej, za dwa tygodnie powtórka! Mam nadzieję, że nie osiwieję i nie będę zadręczać rodziców telefonami. 

Miłego weekendu!


środa, 11 czerwca 2014

Co z tym glutenem?

No właśnie co z nim? Pediatra powiedziała, żeby wprowadzić mięso i gluten. Wydało mi się to niezbyt trudne, ale po zakupie kaszy manny okazało się, że nie wiem co z nią robić.

Pół łyżeczki do obiadku. Nie ugotuję takiej ilości, a warzywa robię na parze, więc nie mogę dorzucić do garnuszka. Nie wspominając o tym, że Zoch zjada tylko papkę, bo jak jest zbyt wodniste, to leci po brodzie i tyle. 

No więc jak mam ten gluten podawać?! Błyskawiczną jakąś kupić mannę, którą zalewa się wrzątkiem? Pomocy Waszej potrzebuję!

A no i mięso z glutenem, czy oddzielnie i co najpierw?

wtorek, 10 czerwca 2014

23/52 i wredna matka

Wredna? Nie, beznadziejna chyba powinno być. Dzisiaj krzyknęłam na dziecko. Moje półroczne dziecko. Wydarłam się, żeby była cicho. Nie pomogło to ani jej, ani mnie. Straciłam nad sobą kontrolę. I tak mi z tym cholernie źle. Przytuliłam ją i popłakałam się, a ona nie wiedziała co się dzieje. Czy to znaczy, że jestem beznadziejną matką? Wszystko mnie przytłacza. Nie wiem co się ze mną dzieje.

A ona jest przecież takim wspaniałym i grzecznym dzieckiem. I przecież bolą ją dziąsła i to nie jej wina, że ją boli i płakała. Dużo śpi i dużo się uśmiecha, zjada wszystko co jej dam, mało marudzi, potrafi się sobą zająć. I jest najwspanialszą osobą w moim życiu... a ja nie wytrzymałam...